wtorek, 14 marca 2017

Ambicje Windows 10 na otumanianie mas to ogromny brak fantazji urzędników marketingu Microsoft


Pojawiły się nowe wieści dotryczące planów Microsoft. Bardzo precyzyjnie podsumował je Maciej Olanicki w polskojęzycznym wortalu o oprogramowaniu w artykule pt "Nowe reklamy w Windows 10: aplikacje strumieniowane wewnątrz aplikacji", gdzie na samym początku napisał:

Wraz z premierą Windowsa 10, Microsoft wkroczył na ścieżkę dotąd nieprzetartą. Przyzwyczailiśmy się do reklam w telewizji, radiu, Internecie, czy nawet aplikacjach, jednak dla wielu treści reklamowe pojawiające się w natywnym środowisku systemu operacyjnego na komputerze osobistym to już za wiele. Ze wspomnianej ścieżki cofnąć się jednak nie sposób, więc Microsoft śmiało brnie dalej: wkrótce w Windowsie 10 pojawią się grywalne, interaktywne reklamy.


To stawia w innym świetle cały projekt Windows 10. Dotychczas postrzegałem nowe okienka, jako szansę na ujednolicenie systemu opreracyjnego na wiele platform sprzętowych, by ułatwić rozwój prac z obrogramowaniem. Finansowanie rozwoju przez reklamę nie jest niczym nowym i może to być dla Microsoft sposób na zrealizowanie pomysłu z bezpłatym systemem operacyjnym. Pytanie jest tylko, czy stać nas na niezapłacenie za OS? To kolejne zakusy, by nas totalnie otumanić.

Na szczęście w przypadku odtwarzania muzyki z PC pomysł z reklamami w Windows 10 jest całkowicie niegroźny, gdy korzystamy z domowego serwera muzyki bez połączenie z Internetem. Pojawiły się jednak ostatnio informacje o ofercie "muzyki Hi-Fi" z Internetu, gdzie są zakusy na wyłączność dla niektórych nagrań. Dostawca chce w ten spsoób uzależnić od siebie osoby słuchające muzyki on-line.


Udostępniany w Intrenecie strumień z muzyką jest jednak zawsze zapisany w jakimś formacie. W dzisiejszych czasach skopiowanie tego strumienia na nośnik nie jest większym wyzwaniem. Problemem jest tylko w tym, że nie wiadomo co w trakcie takiej operacji może się "przyplątać" na nośnik. Mogą to być zamierzone działania dostawcy i ich omijanie może być łamaniem warunków umowy, która jest podstawą dla korzystania z udostepnionych nagrań z muzyką. Będzie to więc piractwo. Jeżeli te ewentualne "załączniki" dostawcy zostaną obwarowane prawnie, to można założyć, że  nie mogą same w sobie stanowić zagrożenia.

Taki ząłacznik dostawcy może jednak posłużyć jako generator dla najdziwniejszych działań jakiś anonimowych osób. Skala płatnego hejtu wyraźnie wskazuje, że nie brak chętnych, by za drobną sumkę szkodzić innym. Dostawcy usług z muzyką nie będą musieli wiele inwestować, by mieć wierne grono szkodników, którzy w każdej chwili moga zaatakować wskazanego użytkownika. Nie chodzi jednak o tradycyjny hejat, a o nowocześniejsze działanie. Furtkę do tego otwiera szeroko Windows 10 z umożliwieniem zamieszczania reklam w systemie operacyjnym. Podszycie sie pod taka reklamę nie powinno być szczególnie trudne.
 
 
W notatce "Archiwizowanie muzyki na kartach SDXC UHS-II i odtwarzanie z USB SuperSpeed". zacytowałem fragment tekstu, który Oskar Ziomek opublikował  pt Virtual Desktop Enhancer ulepsza wirtualne pulpity w Windowsie 10", gdzie zwrócił uwagę na możliwości, które daje Unix.

Jedną z nowości w dniu premiery Windowsa 10 była obsługa wirtualnych pulpitów – funkcji od tego momentu po raz pierwszy obsługiwanej natywnie w systemie. W porównaniu do uniksowych implementacji było to jednak dość toporne rozwiązanie. W efekcie użytkownicy, którzy na co dzień korzystali z wirtualnych pulpitów dzięki programom firm trzecich już wcześniej, prawdopodobnie nie zostali przekonani do przerzucenia się na systemowe rozwiązanie w „dziesiątce”.

Ta uwaga podsuwa pewne nietypowe rozwiązanie. Muzykę oferowaną w specjalistycznych serwisach internetowych można bezpieczniej kopiować na karty Secure Digital w maszynach pracujących pod Unix. Wiele osób ma dostęp do takich maszyn w pracy, a z szybką kartą ściągnięcie kilku utworów z muzyką nie będzie obciążało systemu. Salony audio mogą zainwestować w taką maszynę, by korzystać z niej na własne potrzeby i być może oferować dostęp do niej dobrym klientom.

piątek, 10 lutego 2017

Aztekowie nieznani sztucznej inteligencji Trumpa, ale nie muzyka z Internetu

  Oto paradoks, który definiuje dzisiejszy świat. Żyjemy dostatniej niż kiedykolwiek wcześniej, a jednak społeczeństwo naznaczone jest niepewnością i niepokojem"

Powyższy tekst to fragmentem opublikowanego w „The Economist” testamentu ekonomicznego prezydenta Baracka Obamy. Zacytował go Mariusz Herma pod koniec ubiegłego roku w „Polityce” nr 47 (3086) w artykule pt „Coś optymistycznego”.

W tegorocznym numerze 5 (3096) Katarzyna Szymielewicz w artykule pt "Algorytm zwycięstwa" podała, że Obama korzystał z pomocy sztucznej inteligencji, by wygrać wybory. Autorka podaje to w nawiązaniu do zwycięstwa Trumpa, który poszedł za przykładem poprzednika i korzystał z tego narzędzia w jeszcze większym zakresie, ale w centrum uwagi było coś innego. Wcześniej szukano informacji, by lepiej zrozumieć nastroje społeczne, a teraz by je kreować i interaktywnie zagospodarować. Z treści artykułu wynika, że "algorytmy zwycięstwa" to sukces firmy Cambridge Analytica, która opierają się na zbieranych o nas informacjach. Takie dane dostarcza również słuchanie muzyki.

Wyborcza opublikowała z podtytułem "Do polskiego naukowca z uniwersytetu Stanforda dzwonią firmy i ludzie, proponując mu pracę. Wszystko dlatego, że jego odkrycie może się przysłużyć nie tylko zdobyciu wiedzy, ale także pieniędzy i władzy wywiad z Michałem Kosinskim, gdzie dowiadujemy się mi.in.

Cambridge Analytica kupowała na potęgę dane z list wyborców, prenumerat czasopism, dane medyczne, wypisy z ksiąg wieczystych i inne. Do tego dołączała historię polubień na Facebooku. Rezultat? Po przetworzeniu ich za pomocą modelu OCEAN - powstały kompletne profile indywidualnych jednostek, do których trzeba dotrzeć z przekazem. Dla każdego coś innego. Tak jak to zrobił Donald Trump. Trudno było się zorientować, co naprawdę myśli, jeśli próbowało się z jego chaotycznego przekazu wyłowić jakąś prawidłowość. Ale każdy z tych różnorodnych komunikatów - przypomnijmy 175 000 wariacji argumentów Trumpa, które zostały wysłane przez jego sztab w dzień debaty z Hillary Clinton - znalazł adresata.
...
"Das Magazin" opisuje, jak w 2014 r. dr Kosinski dostał od innego naukowca intratną propozycję doradztwa firmie Strategic Communications Laboratories w stworzeniu modeli do analizy 10 milionów profili Amerykanów na Facebooku. Odmówił, bo zaniepokoiło go, że firma miała specjalizować się we wpływaniu na wybory.
...
"Das Magazin", powołując się na posiadane dokumenty, pisze, że SCL okazała się potem spółką-matką Cambridge Analytica, a metodę Kosinskiego poznała poprzez tego samego naukowca, który proponował mu transakcję. Czyli  w zwycięskiej kampanii Trumpa znalazła zastosowanie metoda badań identyczna albo bardzo podobna do tej stworzonej przez Michala Kosinskiego.



Najciekawsza jest odpowiedź Kosińskiego udzielona bezpośrednio podczas wywiadu dla Wyborczej

- To, że pan gra w konkretną grę, czyta konkretną książkę czy ma pan określone zainteresowania zawodowe, jest dla pana oczywiste i nie zauważa pan nawet tych powiązań. Ale algorytm je zauważy. Także pana gust muzyczny, filmowy, odzieżowy czy zestaw pana lajków na FB, nawet jeśli nie będą bezpośrednio powiązane z polityką, to subtelne psychologiczne nici będą łączyć te wybory z tym, co pan zakreśli na karcie do głosowania.

W tym kontekście szczególnego znaczenia nabierają publikacje w wortalu o oprogramowaniu, gdzie poruszany jest temat sztucznej inteligencji. Najgłębiej w ten temat wnika chyba Mariusz Błoński, który napisał m.in. artykuł pt "Przez lukę w mózgu poznają nasze skrywane sekrety – łatki za szybko się nie doczekamy", gdzie można przeczytać m.in.

Przyzwyczailiśmy się, że hakerzy potrafią włamać się do pecetów, gadżetów elektronicznych czy sieci wojskowych. Autorzy science-fiction zapowiadają, że w przyszłości będą się również włamywali do naszych mózgów.Okazuje się, że ta wizja wcale nie musi być tak odległa, a „włamanie” do mózgu może być łatwiejsze niż sądzimy.

Podczas konferencji Enigma wystąpiła Tamara Bonaci z University of Washington i opisała przeprowadzony przez siebie eksperyment, podczas którego prosta gra wideo została użyta do poznania odpowiedzi mózgu na rejestrowane przez podświadomość obrazy.

W dzisiejszych czasach nie musi się to nawet odbywać tak drastycznie, jak filmie "Clockwork Orange", gdzie bohater ma założone specjalne urządzenia. Korzystamy już w hobby z urządzeń virtual reality.


Treść zamieszczonych cytatów można podświadomie skojarzyć się z falami elektromagnetycznymi atakującymi umysły obywateli i dochodzeniem w tej sprawie, które zlecił aktualny ministra obrony w Polsce. Tu chodzi jednak o całkowicie przyziemne sprawy, że nasze hobby może mieć wpływ na wyniki wyborów politycznych, od których zależy codzienne życie większości ludzi na świecie, bo problem ma zasięg globalny. Problem najrozniejszch takich manipulacji poruszany jest od dawna w literaturze, a najbardziej znanym jest chyba ostatni tom Milenium pt "Co nas nie zabije"Aztekowie w trupmkowych kalkulacjach sztucznej inteligencji zostali wykluczeni, ale jest tam miejsce dla internetowego odtwarzania muzyki

Narzędzia używające artificial intelligence i różnego typu danych ze statystyk są teraz bardziej ukierunkowane na to czego słuchamy i co oglądamy, a nie na fakty, które stworzyły naszą cywilizację. Nic dziwnego, że Tramp nie kojarzy, że mieszkańcy Meksyku są potomkami Azteków i nazywanie ich emigrantami ośmiesza polityka, który obejmie tak ważną funkcję. Aztekowie stali się nieistotni, bo nie mają nawet konta na facebook :-)

Świadomość ciągłej inwigilacji powoduje niepewność i niepokój, na które zwrócił uwagę Obama. Domowy serwer muzyki bez dostępu do Internetu zapewnia nowoczesny styl życia, gdzie ograniczona zostaje inwigilacja i terror ogłupiających reklam, a możemy zrelaksować się z najlepszą jakością muzyki z dobrym zestawem Hi-Fi oraz wygodną obsługą z PC

piątek, 20 stycznia 2017

AI, czyli sztuczna inteligencja to nie tylko zbawienie

W polskojęzycznym wortalu o dobrym oprogramowaniu Mariusz Błoński odnotował na wstepie swojego artykulu

Coraz więcej znanych osób wyraża swoje obawy związane z rozwojem sztucznej inteligencji – są wśród nich takie postaci jak Elon Musk czy Stephen Hawking. Opinią na jej temat podzielił się też dyrektor wykonawczy Microsoftu. 

Autor zamieścił w treście ciekawy cytat urodzonego w południowych Indiach w 1967 roku Satya Nadella, który przed przejęciem sterów Microsoft, był w tej korporacji odpowiedzialny za tworzenie i uruchomienie platform, narzędzi programistycznych oraz chmury obliczeniowej.

Świat jest wspaniały, dzięki współczesnej technologii, ale w rzeczywistości nie rozwijamy się. Potrzebujemy technologicznych przełomów, które będą napędzały wzrost wykraczający poza możliwości człowieka – podsumował szef Microsoftu, apelując o tworzenie takich systemów sztucznej inteligencji, które będą zwiększały możliwości człowieka, a nie go zastępowały, które będą poprawiały bezpieczeństwo oraz prywatność i będą przy tym transparentne. 

W cytatowanej informacji chodzi o zarządzanie firmą, ale pamiętrajmu, że rozwój sztucznej inteligencji bazuje na zbieraniu danych z różnych dziedzin życia. Będą także dostarczane przez gadżety z których korzystamy. Mariusz Herma opublikowany w Polityce nr 2(3093) na str 90 artykuł "Czas na głos" opatrzył obszernym podtytułem "Długo pisaliśmy do nich na klawiaturach. Potem dotykaliśmy je w ekrany. Teraz zaczynamy z komputerami rozmawiać – i w nowym roku będziemy to robić coraz częściej". Rozwija to bardzo obrazowym  wstępem

Wyłącz budzik. Włącz światło. Jaka dziś pogoda? O której i gdzie mam spotkanie? Znajdź dobrą restaurację w tamtej okolicy. Zarezerwuj stolik. Nawiguj do celu. Pokaż korki. Poszukaj stacji benzynowej. Znajdź parking. Wycisz powiadomienia. Wyślij SMS. Włącz ogrzewanie. Zagraj coś jazzowego. Co to za utwór? Zadzwoń do mamy. Włącz mi „Star Treka” tu, gdzie ostatnio przerwałem. Wyłącz film. Ustaw budzik na siódmą. Dobranoc.

Wymienione przez autora korzystanie z funkcji głosowej do wysyłanie SMS wydaje się "chodzeniem po wodę przez strumień", ale pozostałe propozycje są bardzo kuszące. Trudno będzie się oprzeć takim udogodnienim w życiu codziennym. Nasza wiedza o źródle ich pochodzenia jest jednak bardzo ograniczona. Powszechnie takie rzeczy kojarzą się nam z ofertą komercyjnych firm, czyli jakąś marką, ale nie jest to cała prawda.

W tym roku w pierwszym  numerze tygodnika na str 63 opublikowany był pt "Rozruszać kocura" wywiad Rafała Wosia z Marianą Mazzucato, która urodziła sie w Rzymie, ale wiekszość życia spędziła w USA, a obecnie jest profesorem ekonomii i innowacji na Uniwersytecie Sussex w Wielkiej Brytanii. Ich rozmowa  "o micie państwa marnotrawnego i konieczności podzielenia się zyskiem przez gigantów biznesu" zaczyna sie bardzo intrygująco


RW: – Kto stworzył Google?
MM: – Państwo.
A rewolucję bio- i nanotechnologiczną kto rozkręcił?
Państwo.
A iPhone’a komu zawdzięczamy?
Też państwu.
A nie panu Jobsowi?
Nie. On przyszedł na prawie gotowe.
To dlaczego wszyscy myślą, że właśnie jemu? A jeśli nie jemu osobiście, to przynajmniej innowacyjnej firmie Apple?
Bo mamy system, który celowo takie fałszywe przekonanie podtrzymuje. Już Platon przekonywał, że światem rządzą ci, którzy potrafią spójnie o nim opowiadać. Nasi współcześni herosi prywatnego biznesu robią dokładnie to samo. Czytał pan biografię Steve’a Jobsa?

W tej informacji nie ma żadnej teorii spiskowej. Działały to nauralne machanizmy rynku, gdzie rozwój na potrzeby obronności został komercyjne zastosowanie. Wyjaśnienie jest w dalszej częsci wywiadu.

Skąd pani wie, że bez państwa nie byłoby smartfona?
Ma pan smartfona? To proszę go wziąć do ręki i zastanowić się, dlaczego jest to taki przełomowy wynalazek, a nie kolejny nudny telefon.

Bo jest smart?
No właśnie. Smartfon ma 12 technologii, które albo były rozwiązaniami przełomowymi, albo na pewnym etapie wyróżniły ten produkt na tle konkurencji. Dostęp do internetu, system nawigacji satelitarnej GPS, akumulator litowo-polimerowy, ekran dotykowy, system rozpoznawania głosu SIRI. Wymieniać dalej?

Nie trzeba. Proszę powiedzieć, jakiego asa ma pani w rękawie.
Żadnego asa. Same fakty. Tak się bowiem składa, że żadnej z tych przełomowych technologii nie wymyślił w swoim garażu żaden genialny Steve Jobs. Wszystkie te technologie istnieją dzięki przedsiębiorczości państwa. Udowodnić?


Użwając gadżetów ułatwiać będziemy dostęp do różnorodnej informacji o nas. Jest to dla nas korzystne, jeżli nie będziemy przy tym bezmyślni i chcąc np relaksować się w domu muzyką, nie musimy być uwiązani do Internetu.

 

Z własną kolekcją płyt można korzystać z nowoczesnyego stylu życia bez ogłupiających reklam i relaksować się najlepszą jakością muzyki z dobrym zestawem Hi-Fi oraz wygodną obsługą z PC

wtorek, 3 stycznia 2017

Agresje przez Internet

Kolejny wpis oparty będzie na publikacji tygodnika Polityka, bo w piewrszym ich numerze w 2017 roku wielokrotnie poruszony został temat zagrożeń internetowych. Pewnego rodzaju podsumowanie tego można znależć na poczatku wywiadu opublikowanego na str 31, który Jacek Żakowski przeprowadził z prof Radosławem Markowskim, gdzie w drugim pytaniu odpowiada:

Dzięki populizmowi świata nowych mediów dużo łatwiej niż wcześniej jest przekonać ludzi do rzeczy, które są słabo osadzone w twardej rzeczywistości.


Najbardziej drastyczny w rozpotynającym ten rok numerze tygodnika Polityka jest chyba tytuł "Internet zabije demokrację" w dziale  "Ogląd i pogląd" na str 34., gdzie Wojciech Orlicki w pierrszym akapicie napisał:

To było tak niedawno! Trzy lata temu szef Google Eric Schmidt i Jared Cohen, szef think tanku Google Ideas i doradca gabinetów Busha i Obamy do spraw cyfryzacji, razem opublikowali książkę „The New Digital Age”, bardzo ciepło przyjętą wówczas przez polskich polityków i publicystów. W tej książce obiecywali nam rychłe nadejście globalnego triumfu demokracji za sprawą upowszechnienia dostępu do internetu. Dziś, kiedy wygląda na to, że demokracja jest w globalnym odwrocie – i w dużym stopniu dzieje się tak za sprawą negatywnych skutków internetu – czyta się ich słowa z rozrzewnieniem:
„Obywatelska partycypacja osiągnie niespotykany dotąd poziom, bo każdy, kto ma telefon komórkowy i dostęp do internetu, będzie mógł odegrać swoją rolę, promując przejrzystość i odpowiedzialność. Sklepikarz z Addis Abeby i sprytny nastolatek z Salwadoru będzie mógł publikować informacje o łapówkach i korupcji, ogłaszać nieprawidłowości wyborcze i ogólnie zmuszać rząd do rozliczeń. (...)

Bradziej konkretniej o zagrożeniach, które mogą zupełnie nie kojarzyć się z np słuchaniem muzyki z Internetu bardzo sugestywnie opisuje pt "Internet rzeczy niebezpiecznych" w dziale "Ludzie i style" na str 144 Urszula Schwarzenberg-Czerny:


Woda pod prysznicem nagle zmienia ustawioną elektronicznie stałą temperaturę, więc dziewczyna wyskakuje z kabiny. Mokra idzie po tablet, żeby skontrolować, co się dzieje. Tymczasem temperatura powietrza spada do zera. Zaczyna wyć alarm, a na jego pisk nakłada się fragment „Wesela Figara” powtarzany szaleńczo przez głośny system audio. Dziewczyna jest bezradna wobec drogiego i nowoczesnego systemu swojego inteligentnego domu, na który zarobiła pracą dla bezwzględnej wielkiej korporacji. A za to właśnie w ten sposób sprawiedliwość wymierzył jej – przez internet – haker.

Zagrożenie ze strony osób prywatnych trzeba brać pod uwagę na poważnie, ale jest ono znacznie mniejsze niż działań państw. Zaskoczyło mnie, że w dziale "Temat roku" na str 22 Ziemowit Szczerek w świetnie przygotowanym artykule pt "Tu się zacznie trzecia wojna światowa" całkowicie zignorował kwestie nowych technologii. Zielone ludzki na Ukrainie miały sens, bo jest do tego gigantyczne wsparcie tradycyjnych mediów. Mniej przydatny był Internet, gdzie są silne rozwiniete struktury, które postały pdczas protestów na Majdanie w Kijowie. W przypadku Łotwy istotniejsze są działanie w Internecie. Skandynawowie wpompowali w Estonię nowe technologie, a próbująca dorównać sąsiadowi Łotwam ma z pewnościa systemy zabezpieczeń na nizszym poziomie. Jest to przykład konkretnego zagrożenie jakie niesie niefrasobliwość w temacie poruszonym przez Urszulę Schwarzenberg-Czerny i wykorzystanie szerokich możliwości, na które zwraca uwagę Wojciech Orlick.  


Wiosną 2016 roku miały miesce dziwne ataki internetowe na szwedzkie media, co w perspetywie artykułu Ziemowita Szczereka nabieraja innego znaczenia. Wspomniana Estonia ma zabezpieczenia od Szwedów i w mniejszym lub wiekszym stopniu udostępniła je pozostałym krajom bałtyckim. Ataki wywołały szeroka dyskusię w szwedzkich mediach, ale nigdzie nie widziałem nawiązania do zagrożeń dla byłych nadbałtyckich republik sowieckich, bo to nie było korzystne dla biznesu. Ciekawa była także reakcja na ofertę byłego monopolisty szwedzkiej telefonii, który chciał zaoferować swoim klientom bezpłatny dostęp do wybranych serwisów internetowych. Zbudziła się dyskusja, że jest to niezgodne z nowymi dyrektywami Unii Europejskiej, które mają zagwarantować demokrację w Internecie. Zamieszanie powstało nim decyzje UE weszły w życie. Wygląda to, że ktoś coś niedokładnie zinterpretował, ale mogło być to również bardzo świadome działanie. W szumie medialnym trudno jest zawsze odszukać, co jest faktycznym tematem, a najkrócej mówiąc UE zakazuje transmisji uprzywilejowanych i w uproszonej definicji darmowe udostępnianie można tak zrozumieć. Dyskusja uderzała jednak najbardziej w nowe możliwości zawaansowanej formy zabezpieczenia.

Ataki na media mogą ułatwiać wprowadzenie dezinformacji. Jeszcze większym zagrożeniem jest jednak to, że czytając wiadomości otwieramy furtkę do własnego komputera i często dalej do systemów informatycznych w pracy. Czytanie wiadomości trwa relatywnie krótko, a słuchanie muzyki znacznie dłużej i przez to furtka do naszego komputera zostaje otwarta jeszcze szerzej.

sobota, 17 grudnia 2016

Analogowa, czy cyfrowa praca dla tworzenia z dobrym rezultatem ?


Paszporty POLITYKI uzupełniono o nową kategorię: Kultura cyfrowa, o czym można przeczytać na stronie 80 w 49(3088)  numerze tygodnika, gdzie jest napisane m.in.

.... Gdybyśmy jednak mieli wskazać najbardziej witalną, szybko rozwijającą się dziedzinę kultury, okazałyby się nią gry wideo. Pierwsze wrażenie robią już liczby. Popularne „Grand Theft Auto V” to ponad 70 mln egzemplarzy i wpływy mierzone w miliardach dolarów, na poziomie największych filmowych hitów wszech czasów, „Minecraft” to ponad 100 mln sprzedanych kopii, mimo że jest dziełem małego szwedzkiego studia Mojang, sprzedanego niedawno Microsoftowi za 2,5 mld dol. ...


... Nie chcemy jednak nagradzać młodych twórców za nakłady, podziwiać zysków i wzrostów notowań na giełdzie. W świecie, który wzbudza podobne zainteresowanie ze strony Ministerstwa Kultury, co ze strony Ministerstwa Gospodarki, chcemy dostrzegać przede wszystkim pomysły artystyczne.  ...

Z lektury artykułu wynika, że nagradzane będzie korzystanie z jakiegoś rodzaju narzędzia pracy w formie cyfrowej, by do odbiorcy dotarł wyjatkowy obraz lub dźwięk, ale podchodząc do tego logicznie, w tej grupie powinno także być napisanie wspaniałego wiersza na komputerze, gdy będzie jednoznaczne podkreślenie, że nie chodzi o np opublikowanie go w pdf, czy na stronie www.

Z tej okazji zrodziła się refleksja, że obecnie zawartość wielu tekstów redagowana była dopiero w trakcie stukania w kwiaturę. Teoretycznie nie powinno to mieć większego znaczenia, ale bez wątpienia jest to inny proces twórczy. W pewnym stopniu można to porównać do faktu, że fast food ma czasami więcej zdrowych składników niż przypieczony koltelt z zawiesistym sosem, a jak nam to smakuje zależy od naszych przyzwyczajeń.

 Podobny proces można zaobserwować z otwarzaniem muzyki. Kiedyś wybór muzyki związany był z wcześniejszymi emocjami, które mogła dostaczyć nam kapela podwórkowa lub orkiestra w operze.

 

Początkowo radio nadawało audycje muzyczne, które były ukierunkowane na wzbudzenie u nas takich czy innych emocji. W pewnym momencie jako jedna z form programu pojawił się listy przebojów i z czasem stały się one istotnym narzędziem dla producentów radiowych, którzy obecnie przywiązują ogromną wagę do statystyk. Ten trend pogłebiać się będzie przy słuchaniu muzyki, którą udostępniają serwisy internetowe. Zmienia to radykalnie ofertę muzyczną, która ilościowo staje się bogatsza, ale jej zawatość sterowana jest przez statystyki. Pozornie są to statystyki zaintersowania, ale w rzeczywistosci są efektami działań marketingowych, gdzie isotnym narzędziem są m.in. różne listy przebojów.

Być może z tego powodu zrodziła się nostalgia do płyt winylowych, gdzie argumentem jest lepsza jakość, chociaż  możliwości technicznie zapisu cyfrowego są bezsprzecznie wyższe.  Obraz systuacji daje kolejny cytat z wspomnianego na wstepie artykułu Polityki:

.... Kiedy za sto lat spojrzymy wstecz, w dzisiejszych czasach zobaczymy punkt zwrotny: przejście z kultury analogowej do cyfrowej” – zauważa w swojej nowej książce Jace Clayton, znany też jako DJ/rupture twórca muzyczny. Podaje przykład z własnego podwórka: najważniejszy instrument ostatnich 20 lat to nie fizyczne urządzenie, tylko program komputerowy Auto-Tune pozwalający na poprawianie partii wokalnych, a zarazem – na tworzenie linii wokalnych, jakich normalnie nie moglibyśmy usłyszeć...

W produkcja filmów są podobne trendy. Kiedyś ambicją twórców gier był rzeczywisty wygląd postaci, czy plenerów. Teraz filmy są często tworzone na podobieństwo gier. Takie wrażenie sprawia np wyprodukowy w 2004 roku Ocean's Twelve, Dogrywka .

 Jest w nim plejada gwaizd, czyli spełnienie wspólpczesnych wymogów na komercyjny sukces. To co pojwaia sie na ekrenie kojarzy się  jednak bardziej z grą komputerową niż z tym co rejestruje kamera, by zaprezentować kunszt aktorów. Najprawdopodobniej korzystano z nowoczesnego programu do montażu z bogatym dostępem do narzędzi pozwalających wirtualnie tworzyć efekty specjalne.


środa, 30 listopada 2016

Autonomia, czy niewolnicze odbieranie dostarczanej informacji ?


George Orwell opisuje systemy totalitarne z dyktatorską władzą. Taka forma władzy swoje historyczne korzenie ma w systemie feudalnym, gdzie jest jasno określona grupa uprzywilejowana "z błękitną krwią", ale w nowoczesnym świecie możemy także stać się niewolnikami wolnego rynku.

Zaakceptowaliśmy bezkrytycznie hasło reklama dźwignią handlu, czyli wolnego rynku. W związku z tym każdego roku miliony ludzi traci mnóstwo czasu na wysłuchiwanie bezmyślnych reklam, które wylewają się z radia, telewizji i Internetu. Rozwój nowych technologii powoduje, że to pranie mózgu przestaje mieć formę pasywną. To co oglądamy i słuchamy z Internetu jest rejestrowane i przetwarzane. Te informacje pozwalają manipulować nami, a my nie mamy pojęcia, gdzie są przekazywane, bo jest to towar na sprzedaż dla każdego kto chce to kupić.

Ten temat pojawia się ostatnio dość często w literaturze. David Lagercrantz w swojej wersji Millennium wielokrotnie porusza temat badań w zakresie najnowszych zagadnień IT i podaje przykład Google na równi z amerykańską agencją rządową NSA.



Problem ma szerszy wymiar, gdy w grą wchodzą także dyktatorskie zakusy. Państwa z mniej lub bardziej dyktatorską władzą dysponują szeroką gamą możliwości, by włamać się do najróżniejszych baz danych i pobrać informacje na temat obywateli nie tylko w ich kraju, a ponadto tworzą własne systemy kontroli.  Bardzo ciekawy artykuł pt " Rosja i Chiny wspólnie ocenzurują Internet? Garść faktów o projekcie Czerwona Sieć " pojawił się w polskojęzycznym wortalu o oprogramowaniu. Autor na wstępnie napisał:

Rosja przedsięwzięła niemało środków, by mieć kontrolę nad treściami dostępnymi w Sieci. Służba Roskomnadzor z oddolnej inicjatywy nadzoruje treści, które mogą być nielegalne bądź szkodliwe dla kwiatu rosyjskiej młodzieży, zaś sądy co jakiś czas wydają wyroki, które wpisują na indeks zablokowanych stron kolejne serwisy. W ostatnim czasie w tym gronie znalazł się także LinkedIn. Nadal jednak nie sposób porównywać przyjętych przez rosyjskie władze miar do skuteczności Chińskiego Muru Ogniowego.

Skalę problemu w zakresie korzystania z Internetu pokazuje dodatkowo inny artykuł w tym wortalu. Dotyczy tak popularnych ostatnio urządzeń przenośnych i ma tytuł."Android o całe lata za iOS-em pod względem zabezpieczeń – nawet Nougat nie pomógł ". Autor rozpoczyna od wprowadzenia:

Niedawna wypowiedź Adriana Ludwiga, szefa bezpieczeństwa Androida, jakoby nowe smartfony Google Pixel z Androidem 7.1 były równie odporne na ataki co najnowszy iPhone, nie przeszła bez echa. Przypomnijmy – Ludwig uważa, że dla niemal wszystkich typów zagrożeń Android i iOS są praktycznie identyczne w kwestii zabezpieczeń platform. Czy aby jednak na pewno? Deklaracja ta sprowokowała Matthew Greena, słynnego kryptografa z Johns Hopkins University, który szybko wskazał fundamentalny problem z zabezpieczeniami Google’a, wskutek którego Android jest o całe lata za iOS-em, jeśli chodzi o jego bezpieczeństwo.